San Leo

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Leżące nieopodal San Leo zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Zwiedzając słoneczną Italię często nie odpuszczamy sobie uroczego San Marino. Warto śmignąć jeszcze kilka kilometrów. Zwłaszcza na rowerze :-).

 

 

 

   W samym San Marino jest co zwiedzać. Urocze zamki wiszące nad przepaściami robią wrażenie. Będąc tam przejazdem rodzinka została zgwałcona do wyciągnięcia rowerków z bagażnika i pośmiganiu trochę po okolicy.

.

.

Widoczki powalają. Można godzinami się wpatrywać. Po prostu rewelka. Polecam kliknięcie panoramki :-)

.

.

.

  W samym San Marino również wielbiciele tzw. wyrypu mogą znaleźć kilka trasek dla siebie. Wzgórze zamkowe kryje w sobie wiele krętych singielków różnego stopnia trudności. Ruch tu mały, bo wszyscy turyści maszerują do zameczków główną drogą. Nie zauważyłem też żadnych zakazów informujących o nieużywana tych ścieżek do celów rowerowych. Pełen legal :-).

.

.

.

 Uważać trzeba na samej górze gdyż wiele z tych ścieżek kończy się nagle i bez ostrzeżenia półką skalną (najczęściej nie ogrodzoną) za którą jest robiąca wrażenie przepaść :-).

.

  W kierunku San Leo wraz z całą rodzinną paczką udaliśmy się krętymi, pełnymi uroku, wijącymi się po wzgórzach dróżkami asfaltowymi. Na próżno by szukać jakiejś drogi w terenie. Każdy zjazd w szutrówkę kończył się lądowaniem przed licznymi w tych rejonach rezydencjami.  Jednak nie ma się co łamać. Tamtejsze asfaltowe dróżki z nieskończoną liczną zakrętów, cudowne widoki, dobrze poprowadzone kręte podjazdy dostarczają wiele radości.

.

.

.

Jednak odlot robi znużenie się z za ostatniego na podjeździe zakrętu przed San Leo. Wszyscy staliśmy jak wryci. Naszym oczom ukazała się ogromna skała z jeszcze większą na niej warownią. Opad szczeny. Robi piorunujące wrażenie.

.

Oczywiście robimy rodzinną fotę :-)

.

Niektórzy odczuwali mega pragnienie :-)

.

   Gdy już otrząsnęliśmy się z szoku zaczęliśmy się drapać ku temuż zamczysku.

.

Podczas wspinaczki powalające widoczki:

 

.

   Z bliska już wrażenia nie są tak wielkie. Jednak zamek jest ogromny. Przez wieki służył jako papieskie więzienie. Toczące się tutaj wojny powodowały częste zmiany jego właściciela. I to najczęściej nie spowodowane było łatwością jego zdobycia, lecz przekupnością strażników.

.

.

Dodatkową atrakcją jest ostrzał miasta gratis :-)

.

  Nacieszywszy się już zamkiem udaliśmy się do centrum miasteczka San Leo. I tu znów szok. Rewelacyjne !!!. Podczas naszego wojażowania po Italii zwiedziliśmy już sporo średniowiecznych miasteczek, lecz to jest wyjątkowe.

.

  Stojąc na ryneczku czuliśmy się jak przeniesieni w czasie. Tu nic nie było od czasów średniowiecza modyfikowane. Warto wejść do kościoła. Jego wnętrze (jedno małe okienko) robi naprawdę wrażenie przenoszące nas w czasie. Po prostu pięknie.

.

.

.

.

   Z głowami pełnymi wrażeń zrobiliśmy odwrót w drogę powrotną. Były jęki na podjazdach, protesty dzieciaków, narzekania żonki - ale już tak jest jak się rodzinkę na rower zabierze. Jak już wsiadali do samochodu  - humory wróciły. Wtedy już prawie wszyscy (były jednostki średnio zadowolone hehe) doszliśmy do wniosku, iż warto było się pomęczyć. I sruu w dalszą jazdę zaliczać miejscówkę za miejscówką za pomocą już niestety koni mechanicznych. Na rower będzie czas później :-).

Tradycyjnie track'a załączam:

http://www.gpsies.com/map.do?fileId=vkhpfpicytkyhzqi

 

PZDR - Pasieczkin

 

Napisz komentarz

Upewnij się że wpisałeś (*) wymagane informacje we wskazanym miejscu.
Prosty kod HTML jest dozwolone.

Wycieczki San Leo