Gdzieś tak 15 minut przed godziną 10 rozpoczęły się zjazdy treningowe, odziwo w czwórkach... niestety okazało się, że na bramkach startowych nikt nie będzie przytrzymywał roweru, by móc się wpiąć dwiema nogami - wręcz było to zabronione.. trochę dziwnie, na zawodach w innych krajach była to norma.. Na starcie mokro.. hmm nigdy jeszcze szosą po mokrej nawierzchni nie jechałem.. na szczęście mokro było tylko na starcie, wszystkie zakręty były zupełnie suche. Zjazd treningowy zaczął się od problemów ze wpięciem jednej nogi, więc wszyscy odjechali na starcie, jednak dość szybko ich dogoniłem, potem powyprzedzałem i zajechałem na dół pierwszy.

Teraz pora na eliminacje - każdy jedzie pojedyńczo. Startujemy zgodnie z numerami... obieram taktykę niepedałowania na pierwszych prostych.. na dole są wypłaszczenia, na które trzeba mieć kopyto, a takie zażynanie na początku to bez sensu.. po treningu można się było spodziewać, że wiele osób napali się na mocne kręcenie od początku i będzie z tego klops. Miałem pewne opory w zakrętach ale w sumie było w miarę.. na metę wjechałem z najlepszym czasem (4:02), 3 osoby po mnie jechał późniejszy zwycięzca eliminacji Arek Perin, który to uzyskał czas 3:52. Może miał bym lepszy wynik, gdyby tak zmienić napęd.. mam u siebie 50/13 i nie ma za bardzo z czego dokręcać.
Na starcie było kilka ciekawych osób, wraz z jakimś irlandczykiem, który podobno wygrywa wszystkie imprezy road rage organizowane przez redbull, jednak tutaj wycedził w eliminacjach na przedostatnim zakręcie (taki dość mocny zacisk) no i pojechał do domu. Ostatecznie zająłem 8 miejsce w eliminacjach. Czyli, jak łatwo przekalkulować, awansowałem do najlepszej 32 i co więcej w swojej czwórce jechałem jako ten najlepszy (8, 9, 24 i 25). Właśnie.. najlepsza 32 startowała w czwórkach z których do dalszej rywalizacji awansowało dwóch najlepszych.

Pierwszy bieg rozegrany z głową, wypuściłem wszystkich na starcie, pochowałem się za plecami dwóch zawodników, niestety jeden odjechał dalej... koło połowy trasy zaatakowałem, wskoczyłem na 2 miejsce, lider zrobił błąd na tym trudnym zacieśniającym się zakręcie i wytracił mocno prędkość.. a że potem był kawałek prawie płaski to objechałem go bez problemu i wygrałem bieg. W ćwierćfinale jechałem z Arkiem, znów spokojny start, Arek się na mnie obejżał, kiwnął głową, żebym doskoczył.. poczarowaliśmy chwilę z tyłu, po czym gaz na prostej, kilka zmian i zostawiliśmy rywali daleko w tyle dojeżdżając do mety na luzie i bez ścigania. W półfinale znów jechaliśmy razem, ale jechało jeszcze dwóch mocniejszych ode mnie gości, w tym późniejszy triumfator imprezy - Piotrek Szafraniec. Taktyka była taka, by trzymać się blisko i liczyć na cud.. od startu wszyscy zaczęli czarowanie, nikt nie chciał prowadzić, ja się ulokowałem z tyłu, Piotrek zaczął ucieczkę.. Arek z jeszcze jednym typem próbują go gonić ale bezskutecznie, potem chcą mnie zgubić, jednak też bez powodzenia.. pod koniec zaczynają się tasować, ja wykorzystuję zamieszanie i ich wyprzedzam przed tym sławetnym zakrętem.. niestety jak tylko się weń złożyłem, zauważam, że mnie wyprzedzają - jeden po wewnętrznej a drugi po zewnętrznej.. okazało się jednak, że pojechali ciut za szybko, wynosi ich na zewnątrz i jeden mało nie zalicza gleby... ja wychodzę z zakrętu po jego wewnętrznej stronie, płąsko, więc pedałuję co sił i na metę dojeżdżam już spokojnie przed nimi.
Rewelacja. Nie mogłem uwierzyć, że jestem w finale.
Niestety finałowa czwórka to już terminatory.. plan był podobny jak wcześniej ale udało mi się utrzymać tylko gdzieś do połowy zjazdu.. potem po prostu odjechali mi na prostej a ja kręcąc jak głupi tylko patrzyłem jak się oddalają.. czwarte miejsce.. lekki niedosyt? na pewno, bo nagrody były tylko dla pierwszej trójki i to całkiem przyzwoite.. bardziej mnie chyba poirytował fakt, że też tylko trójkę ustawiono na podium i nie zaproszono mnie do zdjęcia pamiątkowego.. znowu za granicą jest inaczej, czwarty też dostaje szampana i przynajmniej widać, że jechał w finale. Tak czy owak do domu wracam dumny i z uśmiechem na twarzy. Plan był taki, żeby się złapać do 32. Wyszło trochę lepiej. Po drodze objechałem kilku zawodników. Jest ekstra.
Ogólnie rzecz biorąc impreza rewelacyjna - pogoda chyba nie mogła być lepsza, fajna muza, fajne hostessy i inne ładne widoczki, red bull do popijania, rywalizacja fair play - świetny pomysł na spędzenie soboty. Całe zawody na szczęście bez poważnych wypadków. Były chyba 3 czy 4 kraksy - w tym jedna spektakularna zaraz za linią mety - a nie mówiłem?
Podziękowania dla Michała z Secesji za obsługę techniczną i fotopstrykanie gdy byłem zajęty jeżdżeniem :)
