IV Parczewski Mityng Rowerowy

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Cel tego wyjazdu był jasny. Punkty do klasyfikacji drużynowej RoadMaraton. Akurat ta klasyfikacja zlicza wszystkie, bez wyjątku, punkty z imprez zaliczanych do tegorocznego cyklu, więc trzeba o nie walczyć jak często się da. A wyjazd był w dalekie krainy ;) Miejscowość Parczew, jeszcze około 60 km na północ od Lublina, więc dla Krakusów nie lada wyprawa.

Zatem, czteroosobową reprezentacją Bikeholików udaliśmy się w drogę już w piątkowe popołudnie. Korki, deszcz podróży nie ułatwiały, ale dotarliśmy na miejsce o ludzkiej porze. Zakwaterowanie w domu weselnym Alma, w którym akurat odbywała się imprezka, muzyczka disco-polo i te sprawy, ale zasnąć udało się nad wyraz sprawnie.

Pierwszym zaskoczeniem na plus w dniu zawodów była obecność pojazdu data sport, co zwiastowało elektroniczny pomiar czasu – i tak też właśnie było. Druga niespodzianka na jeszcze większy plus, wspólny start wszystkich kategorii pomimo płaskiej trasy i przejazdu częściowo głównymi drogami. A jak już przy plusach jesteśmy to od razu trzeba zaznaczyć świetnie zabezpieczenie trasy przez służby porządkowe, za co wielkie dzięki.

Jak wspomniałem trasa była płaska, więc należało się spodziewać klasycznej rozgrywki z wyścigów masters. Ataki do skutku, aż pójdzie ucieczka. Obecność licznej grupy z Mayday Lublin powodowała dodatkowo, że bez ich „zgody” ucieczka była z góry skazana na spore trudności. Scenariusz się sprawdził, ucieczka poszła z reprezentantem Mayday. Mi niestety nie udało się akurat zabrać do odpowiedniego skoku, chociaż prób było sporo. Jeszcze trochę prób przeskoków i lekkie uspokojenie spowodowane też przez znaczne pogorszenie nawierzchni. Jak tylko wyjechaliśmy z powrotem na główniejszą drogę z dobrą nawierzchnią trzeba było spróbować jeszcze raz stworzyć jakąś grupę kontrującą. Udało się za trzecim razem. W sumie 8 zawodników, w tym 4 z Mayday, współpraca na „podwójnym” i pojechaliśmy. Ucieczki nie było widać, ale praca była dobra i niedługo po tym, jak zaczęliśmy drugą pętlę ucieczka pojawiła się na horyzoncie. Niestety, gdy według meldunków pozostało nam 30 sekund do odrobienia współpraca trochę siadła, upływ sił u niektórych był spory i już nie wychodzili na zmiany. Gdy ponownie wjechaliśmy w sekcję pokiereszowanych dróg ucieczka znowu nam odjechała. Gdy według znaku do Parczewa pozostawało 7 kilometrów zdecydowałem się zaatakować, żeby nie czekać na sprinterski finisz. Udało się zyskać trochę przewagi i dotrzeć do mety przed kontrującymi w końcówce zawodnikami. Skończyło się na 5-tym miejscu open i wygraniu kategorii.

Wracając do „plusów”, po wyścigu bardzo dobry obiad! Potem „Święty Mikołaj” rozdawał puchary, starczyło chyba prawie dla wszystkich ;)

 

Napisz komentarz

Upewnij się że wpisałeś (*) wymagane informacje we wskazanym miejscu.
Prosty kod HTML jest dozwolone.

Szosa IV Parczewski Mityng Rowerowy