O nas

Bikeholik - człowiek uzależniony od jazdy na rowerze, chory na bikeholizm. W wyniku tej dolegliwości traci zdolność kontrolowania czasu spędzanego na rowerze. Bikeholik odczuwa silną, niezależną od jego woli potrzebę regularnej jazdy na rowerze, najczęściej w dużych ilościach.

Czytaj więcej

Statut

Celem Stowarzyszenia jest propagowanie, organizowanie i rozwijanie działalności kulturalnej, sportowej i turystycznej. Ponadto, tworzenie dla członków oraz innych kolarzy warunków organizacyjnych... 

Czytaj więcej

Sponsorzy

 

sobota, 21 maja 2011 07:41

Dymno - MTBO

Redaktor:  stah
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Po przedświątecznym maratonie na orientacje MiniOdyseja w Miechowie poczułem że muszę wystartować w czymś bardziej „ekstremalnym” i tak wybór padł na Dymno.

Po dogadaniu z Mackiem ruszamy wczesnym popołudniem w stronę Warszawy a dokładnie do Sadowne. Około 22:30 jest odprawa techniczna – troszkę to wszystko jest zagmatwane pomyslałem ale skoro już się przyjechało.

Start do trasy rowerowej zaplanowany jest na godzinę 9:00 a 10 minut przed dostajemy 2 mapy (skala 1:50000) oraz dwa arkusze podświetleń w celu lepszego odnalezienia punktu w skali 1:25000.

Punktów wszystkich 27 + dodatkowo odcinek specjalny


.

Chwila namysłu – Maciek od razu mówi że uderza na zachód – czyli 23-24-25 ja natomiast mam w planie zacząć od D, jednak tuż przed startem że warto podjechać wcześniej do X a później do D.

W oddali widzę sylwetkę jednego osobnika który również ma w planie zaliczyć X. Punkt X odnaleziony bardzo szybko – jak tak będzie – to będzie dobrze – niestety to były złe przypuszczenia. Nadal widzę że uf osobnik przede mną wybiera tę samą drogę co i ja więc podążam za nim i tak docieram leśną drogą na polane-kilku biegaczy i zauważywszy ślady opon odjezdzam w bok gdzie już tak miło nie jest gdyż po raz pierwszy trzeba całkowicie przedzierać się przez rozległe kałuże-ogólnie mokro, ale ma to i swoje plusy gdyż łatwiej po śladach trafić – jeśli oczywiście idą w dobra stronę. Dalej obieram kierunek wschód-do punktów 1 oraz 20. Wylatuje z dużą prędkością mijając pieszych na skrzyżowaniu obok nasypu kolejowego i wybieram 20 z myślą że wrócę się po tej samej drodze do 1. Dojeżdżam do kanału Kacapskiego i tuż za nim przez łąkę w stronę lasu, dogania mnie jeden osobnik i z nim docieramy do punktu. On obiera kierunek dalej na 19 ja natomiast wracam się do stronę 1. Przejeżdżając przez kanał niestety przebijam tylnią oponę i trzeba łatać- co za pech – nowa opona kupiona dzień wcześniej tak się dała załatwić


.

Po naprawie dojeżdżam do nasypu kolejowego i tuż za nim skręcam w lewo poszukiwaniu 1. Dzieki pomocy pieszych trwa to tylko chwile i dalej na wschód ku 19. Przecinam ponownie kanał Kacapski i zaczyna się pół godzinne przeprawianie się przez podmokłe łąki – woda po kolana – żaby dookoła i zywej duszy na horyzoncie. Punkt ma być na skraju lasu – opisany jako „ Zagłebienie” - szukanie trwa jakieś 15 minut ale w końcu jest. Widzę że kolejny zawodnik również podchodzi z tej samej strony co ja, ja natomiast postanawiam objechać drogami przez Złotki do punktu 2. Po drodze spotykam miejscowych którzy chcą kierować mnie na 3 więc zatrzymałem się i troszkę wyjaśniłem o co w tym wszystkim chodzi. Tak więc atakuje 3 przed którą spotykam zawodnika który złamał hak – o dziwo miał zapasowy. Niestety po 3 postanawiam zdobyć 4 i okazuje się to złą decyzją gdyż tracę dużo czasu na szukanie i po ok. 40 wycofuje się na punkt 6. W ten oto sposób opuszczam 4-5-18-13. Kolejny punkt 14 dość łatwo daje się odnaleźć, dodatkowo dojeżdżam do dwóch z Sony Team (o ile dobrze pamiętam). Dalej pozostaje do zaliczenia 15 którą nie znajduje a tuż przed 16 spotykam Maćka – trzeba mieć szczeście by dokładnie w tym samym czasie spotkać się na krzyżówce dróg. 16 okazuje się pechowa gdyż jadąc groblą i oglądając wspaniałą pracę bobrów jakiś niemiłosiernie duży badyl wykrzywia mi hak i tylko 2 najmniejsze zębatki jako tako pracują. Tak więc postanawiam dojechać do jakiejś drogi pomału wracać w stronę mety. Po drodze tylko wpadam na 11 – bród na rzece Ugoszcz – trzeba się zamoczyć prawie po pampers. Dalej to już jazda fun gdyż jazda na dość ciężkim przełożeniu po piaskach mnie wykańcza, dodatkowo po szybkim klejeniu dętki dość mało powietrza kole jest – pomału sobie opuszczało moje koło. Mam zamiar zaliczyć jeszcze 9 ale zważywczy na niezłe bagno wycofuje się i doganiam jednego który też z 9 się wycofał, razem jedziemy na OS i dalej już sam zmierzam na metę, jestem o 19 linii mety. Jestem 42 open a 25 w kategorii


.

Brawo dla Maćka za 17 open i 12 kategorii.

Tak więc za mną podobno jak mówił Maciek jeden z cięższych nawigacyjnie maratonów a dodatkowo teren też nie pomagał.

Jeden z moich głównych błędów to zapominanie jechania na licznik – muszę wyrobić ten odruch i będzie ok

Więcej relacji i zdjęć znajdziemy tutaj:

www.mkino.pttk.pl/imprezy/dymno/?no_adv=1

 


.

Ostatnia aktualizacja: sobota, 21 maja 2011 12:13

1 Komentarz

  • ^ Godul wtorek, 24 maja 2011 05:23 Umieszczone przez: Godul

    Brawo Stahu, wyrastasz na pierwszego orientalistę wsród bikeholików

Napisz komentarz

Upewnij się że wpisałeś (*) wymagane informacje we wskazanym miejscu.
Prosty kod HTML jest dozwolone.

Relacje 2011 Dymno - MTBO