Noc z piątku na sobotę nie należała do najłatwiejszych. Żądni wrażeń w egipskich ciemnościach wdrapaliśmy się na Velky Choć, by podziwiać urokliwy wschód słońca, oraz zaznać o wczesnym poranku FR doznań na jednym z najcięższych zjazdów z tej urokliwej góreczki :-).
Coś mi się wydaje, że w tym sezonie będziemy częstymi gośćmi u naszych braci Słowaków. Tym razem padła u naszych kół, rewelacyjnie nadająca się pod rower Oravska Magura.
Kolejny wypad z cyklu udanych. Zima nie jest zazwyczaj przychylna dla bikera - tym razem była naszym wielkim sprzymierzeńcem. Standardowy tatrzański klasyk zimowy zaliczyliśmy w sobotę. Frekwencja o dziwo dopisała. W ilości sześciu sztuk napalonych na wrażenia Bilerów, zaliczyliśmy dwie urocze traski w Słowackich Tatrach.
Z biegiem czasu kończą się tereny w naszej części regionu, gdzie będę mógł powiedzieć „tam jeszcze nie byłem”. W sobotę pękła Magur Spiska i to w bardzo doborowym towarzystwie. Kiedy tylko Muma rzucił temat na forum moje wahanie nie trwało długo. Nie daleko, ponoć ładnie i jeszcze tam nie byłem - trza jechać.
Człowiek na głodzie jest w stanie robić przeróżne głupstwa. A głód rowerowy jest jednym z gorszych głodów jakie znam (nikotyna i alkohol to pryszcz). Wbrew wszystkim znakom na niebie i ziemi wróżącym nam pchanko naszych dwukołowych ulubieńców w śnieżnej wodnej bryi, zarówno pod górę jak i w dół wybraliśmy się ze Zdanem na zimowy podbój Wysokich Tatr u naszych południowych sąsiadów Słowakami zwanymi.
