Nasze luźne, wcześniejsze rozmowy zakładały wykorzystanie Kubaka jako lokomotywy, za którą miałem zdążać ja i Michnik. I jakoś mimowolnie ten drużynowy plan zaczął wchodzić w życie. Mimo, że zawody miały mieć charakter indywidualny, z uwagi na moją słabą formę nie mieliśmy wyrzutów, że w ten sposób odbierzemy komuś splendor i nagrody.
Po rundzie honorowej wokół miechowskiego rynku, pomknęliśmy grupkami niknąc w podmiejskich opłotkach.
Z początku Kubak z hasłem "znam drogę" na ustach wszedł w zaplanowaną uprzednio rolę.
Z małą cofką dotarliśmy do lampionu chronologicznie dla nas pierwszego, oznaczonego bodaj numerem "6". Wtedy, z uwagi, że droga do kolejnego punktu wydawała się prosta, ja dałem tzw"dzidę" do przodu. W głowie powtarzałem sobie " prosto drogą przez las, do skrzyżowania i w prawo na asfalt". A zakończyło się stójką na końcu drogi obok lasu, z lewej, prawej i na wprost- orne pola... a droga tylko w tył! Wtedy do mnie dotarło "to nie maraton GG"! Oczywiście w myśl hasła "byle do przodu" ruszyliśmy częściowo miedzą, częściowo oziminą prze siebie.
Po chwili trafiliśmy na niezwykle urokliwe miejsce. Tak, dla takiego widoku warto było nadłożyć drogi. Szliśmy wzdłuż ściany lasu, od której na prawo szedł pas ornego pola, a za nim horyzont zamykały też orne pola, ale postawione niemal na sztorc. Jak zastygła fal tsunami. Pooraną jej fakturę zdawał się miejscami patynować szron. Jedną z miedz pnącą się ku górze, szedł ku błękitowi jakiś podobnie nieudolnie nawigujący jak my biker. Po chwili, to my już byliśmy dla innych takim właśnie widokiem.
Później zaliczyliśmy punkt, którego nie było
, i gnaliśmy dalej, aż do momentu gdy chciałem opuścić pociąg, bo mi szyna nie podawała! 
Ale co team, to team. Reszta składu oświadczyła, że w rozkładzie jazdy takiej opcji nie ma! Stali jak przed opuszczonym semaforem!
Dla takich chwil, zwłaszcza w scenerii wiosennego, wyściełanego białym kwieciem lasu i mieniącej się zieleni, co tam- malachitu chityny koszulek Kubaka i Michnika warto było podnieść się rano z ciepłego łoża!
Wobec tego faktu, po drobnej korekcie ustawienia mojego bolidu(pit stop?) pomknęliśmy razem ku kolejnym kilometrom trasy.
Było ich jeszcze wiele, wszystkie przeplatane niezwykłymi wiosennymi widokami, takimiż zapachami, i niewinnymi flirtami z żeńską częścią personelu doglądającego lampionów. Prosimy o wyrozumiałość, teksty nam się już wyświechtały! Bo skąd brać nowe?
Warto wspomnieć jeszcze pewien "damsko/męski" ekspres, któremu często wchodziliśmy na kurs kolizyjny, tyle że regularnie od tyłu lub boku! Mimo, że prędkość przelotową mieliśmy zdecydowanie wyższą! Jak to się działo? O to należy pytać Kubaka!
Po ostatnim lampionie, jadąc w nagrodę w dół, jak chciał pan z ostatniego punktu, dostrzegliśmy na prostopadłej Marcina. Oczywiście jak wiedzeni magnesami po chwili znaleźliśmy się w Zielonej kupie, tzn. Grupie. Marcin zdawał się jednak mieć inne niż my plany i czegoś jeszcze najwyraźniej szukał, bo w najmniej spodziewanym miejscu ruszył w stronę "od Miechowa", by pojawić się znów obok nas tuż przed metą.
Chwilę wcześnie, jeszcze na asfaltach tuż przed miastem, moi Towarzysze zrobili to czego się obawiałem, włożyli na mnie swe dłonie(spokojnie!, jedynie w okolice nerek) i doznałem dobrodziejstw swoistego KERS-u! Mieć takiego kopa z własnej łydy... marzenie!
Złościłem się na nich, bo to przecież pogwałcili... wszelkie regulaminy!
A później to już meta, kiełbaska, grochóweczka... albo odwrotnie? Kawa, dobra muzyka na żywo, wyniki, dekoracja, tombola, 29er Zbyszka(zakurzony jeszcze afrykańskim gruntem), Halinka ze Scorpionem, czyli Lajt Team(wyrosły na naszej Zielonej krwawicy) itd, itp!
Wszystko mogłoby zacząć się od parkingu przed miechowskim Lidlem, gdzie zachęciłem Kubaka, by nabył w cenie wpisowego motywację do przejechania kilkudziesięciu kilometrów wokół przesympatycznego miasta, do którego dotarliśmy tuż po 9:00. Ale to zdarzenie poprzedziła mała wymiana zdań na forum rowerowanie.pl. Były utrzymane w konwencji żartów, dlatego fakt spotkania się naszej trójki na w/w parkingu mógł jednak być dla nas niespodzianką. Tym bardziej, że Kubak miał ambitne plany startowe na dzień następny.
Przeglądane 374 razy
Opublikowane w
Relacje 2011
1 Komentarz
Napisz komentarz
Upewnij się że wpisałeś (*) wymagane informacje we wskazanym miejscu.
Prosty kod HTML jest dozwolone.
