Całą imprezę przygotował Spros incognito. My - kolarze byliśmy dopełnieniem tego wspaniałego wydarzenia. Gdzieś w tłumie padło hasło, że Kraków jest "czerwono-zielony" i tak faktycznie było tego dnia. Poza Rowerowaniem.pl i Bikeholikami było wiele znajomych osób. Trasa która została przygotowana była bardzo ciekawa. W repertuarze były zarówno płaskie odcinki, jak również hopki i większe podjazdy.
Całą imprezę zaczęliśmy pod szkołą, gdzie zrobiliśmy szybką dokumentację fotograficzną, by zaraz po tym stanąć na linii startu. Pierwsze kilometry były trudne, głównie przez miernej jakości nawierzchnię. Później jechało się dużo lepiej. Z mojej perspektywy wyścig miał dwa punkty krytyczne. Pierwszy miał miejsce zaraz za Czerną gdzie pomyliłem skręt. Poprawidziłem naszą parę w kierunku Krzeszowic. Straciliśmy wówczas parę cennych minut. Długo nie ujechaliśmym jak na horyzoncie pojawiły się dwie czerwone koszulki. Nie chciało mi się wierzyć zapewnieniom Radzika, który mówił że to jest Królik i Szaman. Jak się chwilę później okazało w związku z moją pomyłką zostaliśmy wyprzedzeni przez Waldka i Jacka, których za Olkuszem zostawiliśmy z tyłu. Niedługo później dogonił nas Gres i Kris, ale skurcze z powodu których cierpiał Radzik spowodowały że oddalili się bardzo szybko.

Prawie caly dystans wyścigu minął w mgnieniu oka, jechałem skupiony bez większych dolegliwości. Problem pojawił się niedługo przed Trzyciążem gdy zabrakło mi picia i jedzenia - jeden żel i biodn to zdecydowanie za mało na 70 km jazdy. Przed samą Skałą zaczęły się problemy - pojawiły się pierwsze sygnały kryzysu. Dodatkowo morale opadły jak Maciu i Furman śmignęli obok nas z dużą prędkością. Nie wspomnę już o Saincie i Radarze którzy z prędością nadświetlną przelecieli obok nas. Podjazd do Woli Kalinowskiej był momentem krytycznym, z minuty na minutę wyprzedzało nas coraz więcej osób. Od tego czasu jechaliśmy już ze Staszkiem - byle dojechać.
Na mecie było już większość uczestników. Na sam koniec gromkimi brawami zostali powitani Paulina i Misiek, którzy pokonali całą trasę na rowerach MTB. Tradycyjnie na koniec imprezy były rozmowy przy piwku, ale tym razem w przeciwieństwie do Czasówki. Sprosik wraz z małżonką ugościli nas parówkami i bułeczkami.
Szkoda że takich imprez jest tak mało, chociaż zapewne gdyby było ich więcej to nie byłyby tak wyjątkowe. Teraz pozostaje tylko czekanie pół roku na III Sprosną Czasówkę.
{galeria 15} Zdjęcia Hinol
Galeria Kocura na Picasie {galeria 25} Zdjęcia Kocur
