Największe zawody MTB Słowacji - Horal 2011

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Musiałem pojechać na ten maraton, bo walczę o 3-miejsce w generalce Cyklokarpatów i potrzebuję punktów.Na kilka tygodni przed zawodami na forum cyklu panowało zamieszanie,czy te zawody będą liczone do generalki.Argumenty były różne:

-za długie i za trudne dystansy w porównaniu z GIGA, MEGA i HOBBY Cyklokarpatów. .

-duża konkurencja, bo to największy maraton na Słowacji i w dodatku wliczany do europejskiego cyklu Inter Mountain Series (IMS) z m.in. Salzkammergut Trophywreszcie,

-że drogo (16/20 €), daleko i trudna jest rejestracja w języku słowackim

 

Nie miałem takich dylematów, nastawiałem się na świetną zabawę i przygodę na wspaniałych trasach Niżnych Tatr. Ponieważ nie udało mi się zarejestrować przez Internet, poszedłem na żywioł i pojechałem tam w piątek po południu. Z rejestracją nie było problemów. Na dystansie Krejzi (105km/3000m) nie było dużo chętnych. więc przyjęli mnie życzliwie. Udało się też wyprosić nocleg w magazynku gospodarczym w Ośrodku Koliba tuż obok startu/mety/biura zawodów itd. Była to wspaniała lokalizacja zważywszy że start naszego dystansu zaplanowano na 8 rano. Zdążyłem jeszcze pojechać na objazd startu/mety i spotkałem konkurenta w moim wieku stroju kadry Czech. Jedziemy razem rozmawiamy, on też pierwszy raz na Horalu, robi generalkę w IMS no i pęknie ... Wieczorem wspaniały koncert rockowy. Chłopaki ze Słowacji grają Purpli, Zepellinów, PinkFloyd, Genesie itp. – rewelacja. Ludzi jest mnóstwo piwo leje się strumieniami, część osób startuje w trzydniowej wersji Horala tzw. HORAL TOUR . Wreszcie o koło 23 udaje się zasnąć. Rano pobudka o 6-tej, szybkie przygotowanie, na rozgrzewkę o 7:30, w sektorze o 7:50, rozmowy z Justyną Frączek i innymi Polakami których jest dużo. Start punktualnie, spokojny, około 100 osób, za quadem, tempo dość szybkie. Po 1 km ostro, wszyscy do przodu, zostaję w tyle, odjeżdża czołówka, podjazd doliną około 5 km, lekko pod górę. Słyszę, że tylna tarcza ociera i trochę hamuje (walczę z tym do końca). Wyprzedza mnie mnóstwo zawodników, oglądam się za siebie bo myślę, że już jestem ostatni. Jadę mocno na początku stromego robię błąd w koleinach i wywracam się na lewy bok (obite biodro i pośladek bolą do końca). Podjazd wyjeżdżam cały, większość idzie, ładnie przepuszczają na słowo „droga” .Tętna do 177 ud/min - to rekord w tym roku!!! Potem zjazd, kawałek asfaltu (grupka), strumyk i podjazd dłuższy znowu mocny, ale kontroluję tętna wokół progu, bo trzeba zachować siły. Powoli mijam zawodników, u góry kałuże i znowu szybki zjazd mijam. Po 1,5 godziny żel, bufet , iso i zaczyna się zasadniczy podjazd 700m, jadę równo miejsce stabilne, podjazd trwa prawie godzinę, ale szybko mija,. Zjazd piękny, mój full jedzie jak bajka, niektóre odcinki trudne kamieniste z wodą i błotem, ubabrany rower i ja. Na dole droga gruntowa i asfalt, mam zająca, potem grupkę. Bufet, a właściwie dwa osobno Horala i Nutrenda wypasione ....ja tylko 1/2 żela, rodzynki i pigułki Enervitu, do bidonu Iso i w kolejny duży podjazd. Minęło 2,5 godziny jadę w strefie Tempo, jest dobrze. Tasuję się z tymi samymi zawodnikami, którzy odchodzą pod górę, a ja ich mijam na zjazdach. Zjazd trudny, raz rower robi koziołka gdy zbaczam z trasy. Znowu bufet i asfalt, jadę w grupie, tętna niższe, ale tempo chyba dobre, mija 70 km i 2/3 trasy. Zaczyna się trzeci mniejszy podjazd, nogi zaczynają puchnąć. U góry trochę kałuż, raz leże w koleinach i gubię na chwilę trasę, przebijam się do właściwej na azymut przez las. Zjazdy piękne łąki prędkości pod 60 km/h. Płaskie górskie szlaki gdzie się daje włączam blat i odpycham prawą klamkę na podjazdach aby nie tarła tarcza - niewiele pomaga. Wspaniałe widoki na Wysokie Tatry. .Do mety jeszcze 3 niewielkie podjazdy, a ja już nie mam czym jechać. Minęło 5,5 godziny, tętno z trudem wychodzi ponad 150 (próg tlenowy), na zjazdach spada do 125 i trudno rośnie. Mijam dużo osób z Lejzi (78 km mega) i Senzi (43 km mini), grzecznie ustępują trasę, grzeczni są Ci Słowacy. Ostatni fragment mam objechany, więc idzie dobrze chociaż podjazd się dłuży 624m/h (wolniej niż na objeździe !). Zjazdowy singiel do mety, piękny z ratownikami, drzewa pomalowane i obłożone piankami, doping, Polska flaga. I już meta, nareszcie po 6 godzinach i 40 minutach, uff ale jestem wyjechany. !!! Na mecie pyszne bułki z salami. Mycie roweru i siebie, bez kolejki Przebieranie, pyszny makaron i rozmowy z rywalami z trasy, Polakami w oczekiwaniu na dekorację. Na podium niestety się nie załapałem, byłem 4-ty przegrałem go z Josefem Sakalą byłym kolarzem Czechosłowackim. Na innych podium byli Polacy, zwłaszcza dziewczyny które dominowały na krótkich dystansach do 19 lat (Żbik Komańcza) i na dystansie Krejzi gdzie pierwsza była Ewelina Ortyl (nagroda – rower Dema), a druga Justyna Frączek. Tombola też była szczęśliwa dla naszych wygrali m.in kilka pobytów weekendowych w okolicznych SPA, oraz nagrodę główną hartaila maratonowego Dema. Na kolejny koncert rockowy i strumienie piwa już nie zostałem. Podsumowując: organizacja świetna, piękne trasy oznaczone bez zarzutu, nagrody wartościowe, wspaniała atmosfera, Słowacy mili – polecam za rok.

P.S. W drodze powrotnej do Polski w stronę Łysej Polany widziałem dramatycznie ogołocone z drzew stoki Słowackich Tatr. Dawno tam nie byłem, wygląda to wstrząsająco – katastrofa ekologiczna ....

 

Napisz komentarz

Upewnij się że wpisałeś (*) wymagane informacje we wskazanym miejscu.
Prosty kod HTML jest dozwolone.

Maratony MTB, XC Największe zawody MTB Słowacji - Horal 2011