Przed wyjazdem na Odyseję bałem się pecha jaki zawsze mnie prześladował przy przejażdżkach z Małym. Nie potrzebnie. Odyseja przeszła kompletnie bezawaryjnie. Niestety okazało się, że to tylko odroczenie... Najpierw długo nie wiedziałem jak się ubrać i jak ubrać rower. Prognozy nie były zbyt optymistycznej - jeszcze w środę zapowiadali, że w Elblągu nad ranem w sobotę będzie mróz. Brrrr. Nie lubię jeździć na mrozie, bo kości już nie te i boję się kontuzji. Ale znacznie gorsze było podejmowanie decyzji odnośnie ogumienia. Po Kościerzyńskim Harapaganie oraz po kilku wakacjach nad morzem pozostało mi wrażenie, że tam wszędzie jest pełno piachu. Jak każdy szanujący się beskidzki biker brzydzę się piachem, piach budzi we mnie lęk, nie pozwala spać po nocach, piach odbiera moc i wolę walki. Ale oprócz piachu są jeszcze przeloty między terenem gdzie warto mieć coś gładkiego dla zaoszczędzenia czasu. Postawiłem na kompromis - Geax Aka. Jeszcze przed zakupem przykuło moją uwagę wielkimi literami napisane "DRY ONLY". Prognozy deszczu nie były tak złe. No a przecież deszcz szybko wsiąka w piach, tylko piaaaaach, suchy piaaaach. Suchy suchy suchy suchy... (taki cytacik dla starszych). Pomyślałem, że jakoś tam będzie się dało jechać po tych krótkich odcinkach z błotem, za to resztę śmignę tempem szoszona.
