W tym artykule dosyć enigmatycznie napisali o obciążeniu dla kolan. Mi się wydaje to dosyć ważne. Mam krótkie nogi (według rozpiski z artykułu powinienem mieć 170mm ale i to czasem wydaje mi się za dużo) i zbyt długą korbę odczuwam dosyć wyraźnie. I nie chodzi tylko o znany z licealnej fizyki stosunek siły do długości dźwigni, który przemawia za dłuższymi korbami ale o kształt kolana (kąt zgięcia) w momencie "natarcia", czyli wtedy, kiedy pojawia się pierwsze poważniejsze obciążenie dla stawu. Krótkonodzy na za długiej korbie mają ten kąt dosyć ostry, co nie jest korzystne, bo stykają się wtedy fragmenty chrząstki nie odporne na największe obciążenia, a i więzadła są mało ustabilizowane. Z drugiej strony jeśli podniesiemy siodełko to przy nodze opuszczonej w dół mamy tzw. przeprost, który też jest niefizjologiczny. Oczywiście chrząstkę do pewnego stopnia można "trenować" póki jest zdrowa, ale przetrenowanie to straszne zagrożenie dla stawu, bo chrząstka słabo się regeneruje.
Z tymi kątami chodzi zresztą nie tylko o korby ale i o zwykłe przysiady, którymi wszyscy byliśmy katowani na WFach. Okazuje się, że takie "klasyczne" przysiady (to znaczy to maksymalnego zgięcia kolana (prawie 180 stopni) są bardzo złe dla kolan. Robiąc przysiady podobno powinniśmy kolana uginać do tego momentu, do którego za kolanami widzimy jeszcze palce stóp (ok. 30 stopni). Głębsze przysiady są podobno bardziej niszczące niż pożyteczne. Chociaż kiedy sam próbowałem wydawało mi się to idiotyczne...









Odpowiedź z Cytatem
Bookmarks