Królik jedziesz i wracasz w dzień zawodów?
Śmiejecie się ze mnie, bo jestem inny. Ja śmieję się z was, bo wszyscy jesteście tacy sami.
skądże takie przypuszczenia?
Śmiejecie się ze mnie, bo jestem inny. Ja śmieję się z was, bo wszyscy jesteście tacy sami.
Tatry tour za nami. Ostatecznie tylko ja i Kr1s odważyliśmy się wystartować. Saint widząc co się dzieje odpuścił. Deszcz mieliśmy przed starem, przez cały wyścig czyli prawie 200km(no może z pół godz. nie lało) i po wyścigu. Frekwencja bardzo mała około 170 osób, a pamiętam jak bywało ponad 400. Dojechałem 73open chociaż liczyłem na więcej, ale skupiłem się głównie na tym aby przejechać bez kraksy i defektu. Więcej napisze w małej relacji którą podeślę Tomaszkowi aby ją wklepał na stronę.
Wyniki:
Výsledky 197 km:http://www.championchip.cz/results/2.../Vys197Abs.pdf
Výsledky 72 km:http://www.championchip.cz/results/2...0/Vys72Abs.pdf
ukonczylem ten wyscig choc chwil zwatpienia mialem wiele.Od poczatku...
Wedlug prognoz mialo skonczyc padac rano,jednak nie mnialo zamiaru i praktycznie cala trase jechalismy w slabszym i mocniejszym deszczu.Juz sama liczba startujacych mowi za siebie,ponizej 200.Na 10 min przed startem stwierdzam ze moj przedni hamulec sie poluzowal w transporcie i za zadne skarby nie moge go dokrecic do ramy.Mam wybor albo jade z ocierajacym klockiem albo sciagam hamulec.Jakims cudem zlokalizowalem przed samym startem Michała z Zakopanego on mial klucze i pomogl mi go odpiac.Wpadlem na minute przed startem do boxu i niestety na samym koncu.Od razu probowalem sie przebijac do przodu.Jednak widac bylo szybko oddalajaca sie grupe.Pod szczyrbskie wyprzedzilem z 60 osob i zostalem sam na zjezdzie.Zjazdy mega asekurancko,ten tylny hamulec tez pozostawial wiele do zyczenia.Zamiast 70 zjezdzalem 40km/h.Przed liptowskim lapie wieksza grupe.Nikt nie chcial pracowac pod wiatr wiec ja caly czas z przodu nadawalem tempo.Urwalem cala ta grupe na podjezdzie na Huty.Zjazdy to znow wleczenie sie.Szkoda mi bylo bo wiekoszosc ludzi mnie wyprzedzala.Od polskiej granicy jechalem sam az do Zakopanego,gdzie dojechalo do mnie 5 dosyc mocnych gosci.Mialem dziwnie mocna noge na podjazdach i tym nadrabialem na zjazdach.Ostatni podjazd do Smokovca urwalem znow wszystkich i na mete wpadlem z czasem 6:35.Niby ok ale mysle ze spokojnie zmiescil bym sie w 6h gdyby nie brak hamulcow.Musialem dociagac reka linke bo klocki mi sie w moment zjechaly.Cos ta Slowacja nam w tym roku z pogoda nie sluzy
Chylę czoła chłopaki.. ja wymiękłem.. wstałem rano z dobrym nastawieniem, zjadłem śniadanie, jeszcze raz sprawdziłem prognozę - dla Zakopanego wyglądała nieźle, opadów w zasadzie wcale nie miało być, więc w drogę..
Przejechałem kilkadziesiąt kilometrów, popytałem na radiu jak wygląda sytuacja w górach i zawróciłem.
Cienias jestem ale jakoś nienawidzę jeździć w deszczu.. może sama jazda w takich warunkach mnie nie przeraża, bardziej ta woda w butach.. a jechać w ten sposób 8 godzin lub więcej to by mi się nie uśmiechało zupełnie.. także jeszcze raz gratuluję wyczynu
Szkoda, że z kolei za miesiąc świadkuję u kolegi, bo bym sobie może odbił na rajdzie wokół tatr..
Śmiejecie się ze mnie, bo jestem inny. Ja śmieję się z was, bo wszyscy jesteście tacy sami.
Na stronie głównej dodałem relację Mirka z zawodów.
Pełny szacun dla chłopaków
Dla Mirka szczególny za relację (fiu fiu)
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten temat. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)
Bookmarks