Miałem już dość mojego przedniego koła w szosie i czarnego asfaltu przewijającego się pod nim. W około wiosna a ja ją oglądam przez przydrożne rowy.
Sobota poŚwięcona wydawał się świetna na małą zmianę nawierzchni.
Plan wydawał się mało wyrafinowany, choć po drodze nie obyło się bez niespodzianek.
Pierwsza była przy zjeździe z pasma Barnasiówki do Sułkowic.
Dał możliwość przypomnienia jak to było za naszych czasów. Czasów kiedy to Śląsk porastały lasy górnego Karbonu które dopiero miały zamienić się w węgiel. Czasy gdzie to Panie trasę całą można było zrobić na sztywniaku, a teraz to Panie trza miejscami rower przy zjazdach sprowadzać.
Druga w Lanckoronie.
Tuż przy rynku otworzyła się nowa kawiarnia połączona z galerią. Jako że na dobrą kawę jestem zawsze chętny wielce się uciszyłem tym widokiem zwłaszcza że do dobrej kawy można było zamówić pysze ciasto. Ja zalosowałem czekoladowe, był to strzał w dziesiątkę.
A jak by ktoś nie wierzył są na to dowody:
https://picasaweb.google.com/1135159...eat=directlink









Odpowiedź z Cytatem


Bookmarks