W planach było zupełnie co innego. Życie zweryfikowało to i owo. Na głębokim kacu dołączyłem do świetnej i wesołej ekipy zaliczające dzielnie Szczebel i Lubogoszcz I nie żałuje iż położywszy się grubo po 4:00 spać, wstałem obolały za cztery godziny aby dołączyć do stada przemiłych bikerów, których celem było dwukrotne szczytowanie na niełatwych górkach Beskidu Wyspowego. Wrażeń było bez liku - zapraszam na fotorelację (niestety ponad 50% fot poszła do kosza przez moje pijackie roztargnienie).

Za oknem widoczki takie sobie. Zimno. Idealna pogoda aby odwiedzić zaniedbane ostatnio wschodnie rubieże Beskidu Makowskiego.
Ja takiego listopada nie pamiętam. Po prostu wymarzony na rower. W wąsko rodzinnym gronie zaliczyliśmy fajny wypadzik na zachodnich rubieżach Beskidu Sądeckiego.
